Mój Magnificat

...ode mnie nic nie zależy, że wszytko jest w rękach Taty.

Mam na imię Kasia. Ja wiem, co przeżywałam z moja Natalką, która, gdy poszłam potwierdzić ciążę, miała być ciążą pozamaciczną, czyli przypadkiem zagrażającym mojemu życiu. Powiedziano mi, że trzeba będzie wykonać zabieg szczególnie, że jest Pani przed 40. Po 3 dniach na patologii okazało się, że Natalka jest jednak w macicy, ale pęcherzyk jest za mały. Cytuję słowa pani dr robiącej USG w szpitalu na patologii ciąży: " nic z tego nie będzie, jakieś takie to małe, pomarszczone". Płakałam 2 dni i 2 noce. Bo bałam się, że stracę dziecko. Pocieszeniem była modlitwa. Później, na przekór Pani dr zaczęło bić serduszko, ale zaczęły się plamienia. Byłam załamana. Aż uświadomiłam sobie coś, co od dawna znałam, że ode mnie nic nie zależy, że wszytko jest w rękach Taty. I że przecież to Jego dziecko dane mi tylko na wychowanie. Od tego momentu zaufałam na maxa. Bo przecież On wie, co dla mnie najlepsze. Pomagał Magnificat.

W sumie spędziłam w szpitalu ponad 6 miesięcy ciąży. Były problemy z przepływami i bardzo złe KTG tak złe, że przez miesiąc trzymano mnie na porodówce, aby w razie "w" nie tracić czasu na transport z patologii, aby jak najszybciej wykonać cesarkę. 

Pierwszy termin miałam na Boże Ciało. Natalka urodziła się jednak w Świętego Jana. Jest zdrowa, nie ma żadnych wad rozwojowych. 

Nie miałam żadnego wsparcia, gdy mówili mi te straszne słowa. Miałam natomiast ogromne wsparcie we wspólnocie. Nawet kilka dni przed porodem przyjechali do mnie na porodówkę z relikwiami Krzyża. Modlili się za mnie i moją córeczkę.