Łucja, moje światełko

 

W siódmym tygodniu ciąży znalazłam się w szpitalu z diagnozą -  ciąża zagrożona.

Jestem mamą dwóch wspaniałych córeczek. Przyznam szczerze, że kiedy podejrzewałam, że jestem drugi raz w ciąży i zrobiłam test ciążowy, który wyszedł pozytywnie, nie skakałam ze szczęścia... Nie potrafiłam przyjąć z pełną radością tego błogosławieństwa, jakim jest dar życia. Jednak jakiś czas później, popłakałam się ze szczęścia, widząc podczas badania USG bijące serduszko mojego maleństwa, choć
w dalszym ciągu biłam się myślami…        
         W siódmym tygodniu ciąży znalazłam się w szpitalu z diagnozą -  ciąża zagrożona. Po silnym krwawieniu przeprowadzono badanie USG. Na szczęście okazało się, że z dzieckiem wszystko dobrze. Dostałam leki, musiałam leżeć i odpoczywać. W tym czasie miałam możliwość zatrzymania się i przemyślenia wszystkiego. Niestety po dwóch dniach pobytu w szpitalu nastąpiło drugie krwawienie, jeszcze silniejsze od poprzedniego. Tym razem lekarze nie dawali szans, że jeszcze mogę nosić w sobie życie. Zostałam zbadana i zrobiono mi USG. Lekarz potwierdził wstępną diagnozę, że nastąpiło poronienie i powiedział, że następnego dnia odbędzie się zabieg. Płakaliśmy z mężem oboje. Dotarło do mnie wtedy, jak bardzo chciałam tego dziecka. Zaczęłam się gorliwie modlić. Dzięki modlitwie i matczynemu przeczuciu oraz na przekór diagnozie lekarzy moja nadzieja, że dalej noszę w sobie życie nie gasła. Przed porannym obchodem przyjęłam Komunię Świętą. Lekarz powiedział, żebym nie jadła przed zabiegiem śniadania, ale ja dzięki sile od Pana powiedziałam do męża, że na żaden zabieg się nie godzę i poprosiłam o posiłek. Razem z mężem podjęliśmy również decyzję, że chcemy jeszcze jednego badania USG. W tych ciężkich chwilach wspierała nas
i dopingowała, żebyśmy się nie poddawali, moja sąsiadka ze szpitalnego pokoju, którą Pan skierował wówczas na moją drogę. Lekarz był bardzo zdziwiony naszą decyzją. Do momentu badania czas bardzo się dłużył. Zanim dotarłam do pracowni USG, zdążyłam jeszcze spojrzeć na mój Modlitewnik czcicieli Najświętszego Serca Pana Jezusa, na którym widnieje wizerunek Pana z napisem u dołu - PRAGNĘ.
W moim sercu i duszy nastąpił wówczas ogromny przełom, ponieważ uzmysłowiłam sobie, jak bardzo pragnę tego dziecka. W pracowni siedział ginekolog, który stwierdził poronienie i drugi lekarz, który wykonał ponowne badanie USG. Nagle z jego ust padło słowo, którego nigdy nie zapomnę: JEST! Oczywiście w dalszych etapach ciąży lekarze sugerowali, że dziecko może mieć wady genetyczne, ale ja i mąż nie przestawaliśmy ufać w opatrzność Bożą nad nami do samego końca.     
         Dzieląc się z Wami moim świadectwem, chcę przekazać, iż mocno wierzę, że Bóg jest jedynym dawcą i Królem życia od jego poczęcia, aż ku jego krańcowi. Jeżeli mocno wierzysz i ufasz, Pan obdarzy Cię radością i spokojem we wszystkich obszarach Twojego życia. Również dzięki wstawiennictwu świętych, których wezwałam na pomoc w tych ciężkich chwilach oraz wsparciu mojego męża, kapelana szpitalnego, rodziny i przyjaciół, dziś mogę radować się moją zdrową, śliczną dziewczynką o imieniu Łucja, która jest dla mnie światłem oświetlającym moją drogę życia z Panem.                                                                     

Kasia