Byłam w stanie krytycznym, ale Bóg miał na to swój plan.

...choć czasem myślimy, że sobie nie damy rady więcej, ale wystarczy spojrzeć w górę i wyciągnąć swoje ręce.

Kochani, chciałabym się z Wami podzielić moim doświadczeniem, które pokazuje, że Bóg daje nam tyle, ile możemy udźwignąć.

Urodziłam się 2 lata przed moim bratem. Byłam w stanie krytycznym, ale Bóg miał na to swój plan. Dzieciństwo spędziłam w szpitalach. Samotna, bo w tamtych czasach rodzicom nie wolno było zostać z dziećmi. Samotność, strach, tęsknota były ze mną od początku.

Potem urodził się mój brat. Urodził się, choć lekarze sugerowali aborcję, bo miał urodzić się bardzo chory i do tego zagrażał życiu mojej mamy. Urodził się malutki i słaby. Z czasem okazało się, że jest opóźniony w rozwoju. Moja mama opowiadała, że od początku byłam zawsze blisko niego. Kiedy skończyłam 7 lat zaczęłam się nim zajmować. Mama musiała pójść od pracy, tata też pracował, więc opieka spadła na mnie. Zaprowadzałam go do przedszkola (droga była długa i niebezpieczna, bo mieszkaliśmy w małej wioseczce, karmiłam, myłam, ubierałam. Chodziłam z nim na jego przygotowania do Komunii św., a potem na Biały Tydzień. Rezygnowałam z każdego wyjazdu szkolnego czy jakichś wyjść, bo opieka nad bratem była konieczna.

W okresie nastoletnim miałam chwile buntu, że dlaczego ja go wychowuję, dlaczego tak się dzieje. Do moich 24 urodzin opiekowałam się nim jak rodzic. Ciężko mi było wyprowadzić się z domu, bo czułam, że go zostawiam.

Gdy urodził się mój syn, który ma spektrum autystyczne, to od razu wiedziałam, jak się nim zająć. Ludzie patrzyli z niedowierzaniem jaki spokój miałam w sobie i opanowanie, kiedy wpadał w furię, agresję.

Bóg tak poukładał moje życie, że to, czego doświadczałam wcześniej z bratem, było trudną, ale bardzo ważną lekcją, która teraz mi się bardzo przydaje.

Wiem, że choć czasem myślimy, że sobie nie damy rady więcej, ale wystarczy spojrzeć w górę i wyciągnąć swoje ręce. Bóg nas podniesie i da siłę, bo zawsze mamy tyle, ile jesteśmy w stanie udźwignąć i nigdy nie jesteśmy sami.